Witam, jak zapewne pamiętacie, start War online w Europie był całkiem dobry. Co prawda nie obyło się bez kłopotów, jednak generalnie kto planował grać osiemnastego, ten osiemnastego grał. Co prawda pewnym problemem niewątpliwie są kolejki do najbardziej obleganych serwerów, ale należy pamiętać, że jest to dopiero początek.

Moje pierwsze wrażenie nie było najlepsze – przede wszystkim nie zachwyciła mnie oprawa audio-wizualna War online (w zasadzie ta nie zachwyciła mnie po raz pierwszy już w Open Becie, więc można powiedzieć, że teraz nie zachwyciła mnie po raz kolejny). Gra nie wygląda tak jak się tego spodziewałem po produkcie, w którego tytule znajduje się słowo Warhammer. Dlaczego? Z jednej strony grafika. Co prawda jest ona dość mroczna, czyli dokładnie tak jak to w świecie Warhammera w większości miejsc być powinno, jednak nie powala ona jakością. Szczerze mówiąc po tym tytule spodziewałem się czegoś więcej niż tego, co zobaczyłem na ekranie. Na szczęście tak jak już wspomniałem na początku jest ona w miarę mroczna i pod tym względem klimat świata Warhammera w grze widać. Z drugiej strony muzyka. Strasznie mi jej brakuje – o ile z odgłosami wszystko jest w Warhammerze Online ok, to muzyki jest zdecydowanie za mało. Pamiętam, że jak grałem w World of Warcraft to nie raz lubiłem zatrzymać się w miejscu właśnie po to by posłuchać muzyki, która leciała w tle. Tutaj odpowiedniej ilości muzyki (a może lepiej powiedzieć – odpowiedniego jej wyeksponowania) bardzo mi brakuje.

I rzeczywiście było tak w War online było. Nadszedł czas na pierwszego Public Questa. Tak jak wspominałem kilka dni temu Public Questy, to takie zadania, które gracze robią wspólnie. Cele Public Questów są różne. Czasem gracze muszą wspólnie zabić określoną liczbę przeciwników, czasem zebrać jakieś przedmioty, innym razem zniszczyć działa czy armaty.

I to się sprawdza, rewelacyjnie się sprawdza! Organizowanie się graczy w grupy jest w War online szalenie naturalne. Ot po prostu ktoś robi sobie zadanie, ktoś inny do niego dołącza, jeszcze ktoś się odłącza i każdy dzięki temu może łatwo i przyjemnie wykonać swój cel. Gdybym pisał ten artykuł przedwczoraj napisałbym, że na razie nie jestem zachwycony, a wręcz przeciwnie. Ot – scenariusze, to takie Battlegroundy z WoWa, czyli jest fajnie, ale to już było. Sama natomiast walka pomiędzy graczami na niższych poziomach opiera się na zdobywaniu istotnych punktów na mapie, co również jest przyjemne, ale na pewno nie na tyle, by chwalić się tym jako głównym elementem gry. Po pierwsze w grze można kupić działa i tarany. Te elementy da się zbudować na polu bitwy i na przykład ostrzeliwać obrońców zamku z… armaty. Tak – samodzielnie celując i oddając strzał War online. Po drugie sama idea jest świetna. Ponadto takie zdobywanie zamku wymaga naprawdę dobrej taktyki wśród graczy, bo nie dość że trzeba pokonać silnych obrońców, to na dodatek nie można zapomnieć o wrogich graczach, którzy zamku tak łatwo nie oddadzą.

Można powiedzieć, że to niewiele, ale to i tak dużo więcej niż w wielu innych grach. Ale co najważniejsze – tak wygląda zabawa na drugim etapie gry (w War online takich etapów jest 4).

Name:

Komentarze: